wtorek, 16 maja 2017

N°21

Wreszcie mamy wiosnę, zupełnie nowe siły we mnie wstąpiły z promykami słońca. Szydełkowanie na powietrzu to cudowna sprawa.
Dziś chciałam pokazać malutką serwetkę, którą zrobiłam żeby wypróbować nowy kordonek. Oglądając cudne prace Joli trafiłam na informację o kordonku nowosolskim, temat był mi zupełnie nieznany dlatego poszperałam trochę w internecie, ale nic mi to nie dało. Jedni są zachwyceni, inni piszą że jest koszmarny. Pozostało przekonać się osobiście.
Zamówiłam kolor miętowy, grubość 4 i zestaw próbek. Kontakt bardzo miły a przesyłka błyskawiczna. Cena przystępna, ale największy plus za paletę kolorów, jest cudowna. Mi osobiście robi się nim dobrze, choć jest miękki, za to robótka ładnie się układa. Trochę za gruby w wersji 4, jeżeli będę zamawiała to kolejne w grubości 3.
Obecnie zaczynam dużą serwetę z tego kordonka, zobaczymy jak się sprawdzi.



piątek, 14 kwietnia 2017

N°20

Królicza serwetka gotowa. Patrząc na wzór myślałam że będzie jedną z trudniejszych jakie robiłam, ale było zupełnie odwrotnie. Teraz już za późno, ale może w przyszłym roku zrobię takie dla mamy i siostry.
Maxi, kolor kremowy. Szydełko 1,1.





Wszystkim odwiedzającym blog pragnę życzyć:


Zdrowych, Pogodnych Świąt Wielkanocnych, przepełnionych wiarą, nadzieją i miłością. Radosnego, wiosennego nastroju, serdecznych spotkań w gronie rodziny i wśród przyjaciół oraz wesołego "Alleluja". 

poniedziałek, 10 kwietnia 2017

N°19

Bardzo dziękuję za komentarze :)
Dziś dwie serwetki o których wspominałam w poprzednim wpisie. Niebieski kordonek Maxi, duża szydełko 1,25, mała 1,1.
Ta większa będzie powtórzona, bo bardzo mi się podoba ten wzór.






Właśnie słucham rewelacyjną książkę "Historia spisana atramentem" Maria Ulatowska i Jacek Skowroński.
Powieści Pani Marii znam i bardzo lubię, ale książkę która powstała we współpracy tych autorów czytam pierwszy raz. Są jeszcze dwie wcześniejsze, a za kilka dni ma się ukazać kolejna.
W czwartek miałam okazję być na spotkaniu autorskim tych pisarzy, z czego bardzo się cieszę, bo bardzo fajnie i ciekawie minęły prawie dwie godziny.



W przyszłym roku mają ukazać się dalsze losy bohaterów opisanych w "Historii spisanej atramentem".



Miłość potrafi spaść z siłą żywiołu. Nie ma przed nią ucieczki nawet dla… księdza. Bez względu na przeciwności, bez względu na cenę, jaką przyjdzie płacić przez resztę życia. Czy było warto? 

Gruby brulion w kartonowych okładkach, z mocno pożółkłymi kartkami, zapisywanymi atramentem przez długie wieczory i noce. Dzieje wielkiej, zakazanej miłości, która narodziła się przeszło sto lat temu. Czy to takie niezwykłe? Owszem, gdy bohaterem tej historii i autorem pamiętnika jest ksiądz.
To opowieść o młodym duchownym, od początków jego drogi kapłańskiej, poprzez rozterki i walkę z przymusem dochowania celibatu. O próbach opuszczenia Kościoła i powrotach przed ołtarz.
Czy miłość do kobiety przezwycięży autentyczne powołanie do służby Bogu?

Autorzy powieści odwiedzili wszystkie miejsca, gdzie toczy się akcja tej opowieści, a jest ich sporo – Królestwo Polskie, Ukraina, Wołyń, Podole, stary Paryż i daleka Ruś. Udało im się przywołać tamtą atmosferę, dawne klimaty wiejskich plebanii i magnackich posiadłości, wielkie bale i tupot końskich kopyt na bruku miasteczek o znajomo brzmiących nazwach, gdzie jeszcze z rzadka słychać język polski.
A do tego pojawia się pewna tajemnica, którą tropią współcześni bohaterowie, podążający śladami księdza i jego ukochanej.
Dodatkową inspiracją dla prowadzonych z niemałym trudem poszukiwań stał się fakt, że gdyby pewien dziesięcioletni chłopiec sto lat temu nie postanowił uciec z domu, to współautorki tej książki nie byłoby na świecie…

poniedziałek, 3 kwietnia 2017

N°18

Niestety w marcu nie znalazłam czasu na zrobienie wpisu. Wieczorami trochę dziergałam i nawet mam dwie nowe serwetki, ale jeszcze nie wykrochmalone. W sobotnie, słoneczne popołudnie usiadłam z kawą i rozpoczęłam serwetkę do koszyczka.



Z czytaniem ostatnio było całkiem dobrze, kilka bardzo przyjemnych wieczorów spędziłam nad lekturą trzech tomów "Córki cieni" Ewy Cielesz. 


Tytułowa Córka Cieni to Juliana, której losy poznajemy dzięki odnalezionemu pamiętnikowi, z którego wyłania się wstrząsająca historia jej niezwykłych losów na tle historii Polski. Przedwojenny zakazany romans, ucieczka w Bieszczady, zetknięcie z brutalnością wojny, nierozliczone relacje polsko-ukraińskie, trudna rzeczywistość powojennej Polski – to wszystko tworzy historię życia Juliany.
Magdalena, panna z przedwojennego zamożnego domu zakochuje się w Piotrze, ubogim kelnerze. Wobec sprzeciwu ojca dziewczyna opuszcza dom i ucieka z Piotrem w nieznane. Docierają do bieszczadzkiej wsi, gdzie trafiają do księdza, który udziela im ślubu i daje niespodziewany prezent w postaci mapy prowadzącej do opuszczonej chaty w samym środku puszczy. Para zamieszkuje w leśnej głuszy z dala od ludzi i cywilizacji. Przy zaradności Piotra Magdalena uczy się gospodarzyć. Tu zastaje ich wojna. Sielankowe życie staje się coraz trudniejsze, choć początkowo nie odczuwają skutków wojennej zawieruchy. Jednak, gdy Magdalena rodzi dziecko, Julianę, wokół szaleją już bandy UPA i Sowieci. Pewnego dnia do domu Piotra i Magdaleny trafia Ukrainiec, Iwan. Odtąd na spokojną chatę spada pasmo nieszczęść. Magdalena marzy o powrocie do domu. Jak potoczą się ich losy? Po latach jej zapiski odnajduje Adam, student historii, który postanawia odnaleźć Julianę.
Jak potoczyło się jej powojenne życie? O tym dowiemy się z drugiej części sagi „Córka cieni”, zatytułowanej „Obce matki” , oraz części trzeciej, „Burza przed ciszą”.

Na książkę Pana Zbigniewa Buczkowskiego namówił mnie mąż i miał rację. Słuchałam audiobooka czytanego przez autora, rewelacja. Szydełkowo się przy tym bardzo miło.


Pisz pan książkę! to wyjątkowo ciekawa, chwilami ogromnie zabawna, a chwilami wzruszająca autobiograficzna opowieść Zbigniewa Buczkowskiego, jednego z najbardziej lubianych i popularnych polskich aktorów, znanego z filmów i wielu znakomitych telewizyjnych seriali. Każdy czytelnik znajdzie tu fantastyczne anegdoty, smakowite historie i liczne ciekawostki, pozna bliżej plejadę najwybitniejszych polskich aktorów i reżyserów.
„Jestem aktorem spełnionym. W ciągu ponad czterdziestu lat zagrałem w blisko stu osiemdziesięciu filmach, grałem mnóstwo różnych ról w teatrze i w kabarecie, nagrałem płytę. A teraz do tego napisałem książkę. I to jeszcze nie koniec!” – pisze Zbigniew Buczkowski.



piątek, 10 lutego 2017

N°17

W ramach Book Tour organizowanego przez Krysię z bloga Literacki Świąt Cyrysi miałam przyjemność przeczytać "Motyle i ćmy" Ewa Przydryga.




Julia stoi u progu wielkiej kariery w świecie mody. Zaprojektowała kolekcję ze złotych pajęczych nici, od której sukcesu zależy to, czy zdobędzie stanowisko, pieniądze i sławę. Tymczasem na miesiąc przed wielkim pokazem Paris Fashion Week ktoś włamuje się do jej pracowni i niszczy bezcenne stroje.
Wkrótce okazuje się, że o młodą projektantkę upomina się jej tragiczna przeszłość. Krok po kroku poznajemy mroczne tajemnice i podążamy za Julią próbującą odkryć, kto i dlaczego usiłuje zrujnować jej obecne życie.
Miłość, tragiczna śmierć przyjaciółki sprzed lat, poszukiwanie zaginionej córeczki, siostrzana więź, a także intryga kryminalna. W tle światowa stolica mody – Paryż – a także urokliwa Prowansja, egzotyczna Indonezja oraz… Poznań i jego nieznane zakamarki.


Rewelacyjna powieść kryminalna, intrygujące wątki, nieprzywidywalna fabuła, trzymająca w napięciu. Zaskakujące zwroty akcji, a powstające w czasie czytania domysły i przypuszczenia szybko okazują się nie trafione.
Dawno nie czytałam książki tak przykuwającej uwagi, serdecznie polecam ten bardzo udany debiut Pani Ewy.

A na koniec jeszcze moje ostatnie serwetki szydełkowe.



Jest książka i są robótki dlatego wpis zgłaszam do WCID u Maknety

sobota, 21 stycznia 2017

N°16

Brak czasu i odpowiedniej pogody, nie pozwala mi zrobić udanych zdjęć, a co za tym idzie nie mam co pokazać na blogu.
Wieczorami uczyłam się "Węzłów Salomona" a teraz powoli dziergam chustę.
Wzór jak dla mnie cudny i chcę nim zrobić szal do sukienki na weselę kuzyna, tylko muszę poszukać cieniutkiej włóczki.



wtorek, 27 grudnia 2016

N°15

Czapka wręczona, podobała się to mogę zdjęcia pokazać na blogu.
Wiem, że to żadna rewelacja, ale jakieś trzy tygodnie temu pierwszy raz w życiu trzymałam druty w ręku, a więc i tak jestem z siebie dumna.



Mam ambitny plan uczyć się dalej, tylko nie bardzo wiem jak się do tego zabrać, opisy które do tej pory widziałam to jak tajemne zaklęcia, nic a nic nie rozumię.